Anglia zaprasza, czyli praktyczna nauka języka

Zawsze chciałam, by moja córka była mądrzejsza ode mnie – w sensie życiowym. Ja wielu rzeczy próbowałam i liczyłam, że moja córka nie będzie musiała tego robić, jeśli z własnego doświadczenia trochę jej podpowiem, co jest dobre, a co nie; co się sprawdza a co nie. Jestem mistrzynią teorii, kursów i pomysłów.

Czy warto się uczyć angielskiego w Anglii?

angielski w angliiChciałam, by moja córka praktykowała. Nie poznawała tylko kolejnych teorii, jak mama, ale działała. Więc, gdy tylko usłyszałam, że chce uczyć się angielskiego, pomyślałam, że znowu kolejny pomysł… Ale, gdy usłyszałam, że chce wyjechać do Anglii, by tam się uczyć angielskiego, jako żywego języka, komunikacji nim, poznania kultury –  byłam zachwycona. Sama w sobie teoretyczna nauka języka jest dla mnie już niczym. Znam cztery i żadnym się nie posługuję. Mam tzw. bierną znajomość języka, nawet angielskiego. Okazało się, że moja córka miała szansę na to, by nie pójść w moje ślady. Mogła porozumiewać się po angielsku, poznać jakieś angielskie zwyczaje, potoczny język, angielską pogodę, wymowę – byłam chyba bardziej na „tak” niż ona. Bardzo chciałam, by poznawała angielski w anglii, by się nim posługiwała, by zobaczyła trochę Europy, a potem świata. Wiem jak wygląda nauka języka w Polsce. Jest całkowicie skupiona na gramatyce i składni, zamiast na komunikacji. Po takiej, nawet wieloletniej nauce, większość ludzi, rozwiąże świetnie teksty, ale nie porozmawia z Anglikiem. Miałam nadzieję, że moja córka będzie rozmawiała z Anglikami, a po powrocie, powie, że chce jechać jeszcze raz.

Ja nie miałam takich możliwości, jakie teraz mają dzieci. Gdy ja byłam młodsza, to do przekroczenia granicy z Niemcami potrzebny był paszport. Cieszę się, że moje dziecko ma możliwość poznania trochę otaczającego go świata. To jeden z niewielu plusów globalizacji. Trzeba je zatem doceniać, skoro są, ale jest ich tak mało.